Próbowanie, testowanie, porażki – to wszystko składa się na walkę o sukces. Można usiąść w fotelu i czekać na Świętego Mikołaja, albo podjąć ryzyko i nie raz dostać w łeb. To jednak może się udać.

ruina domek

Trochę z innej strony

Dzisiaj odrobinę filozoficznie, ale przecież do zarabiania w sieci warto i takie podejście zastosować. Warto myśleć, szukać, zastanawiać się. Kreślić wizje i plany. Potem wszystko to weryfikować w boju.

Planowałem, rozpisałem wszystko, każdy tydzień, każda setka nowych czytelników, wszystkie parametry i guzik, nic z tego nie wyszło. Plany wzięły w łeb. Nie zarobiłem nawet na koszty. Klops. A tak ładnie to wyglądało…

Jest jedna istotna rzecz, która zasadniczo odróżnia osoby osiągające ‚sukces’ od pozostałych. Pierwsi zawsze wstają, drudzy odpuszczają. Zwycięzcy nigdy się nie poddają. Odpuszczający nigdy nie zwyciężają.

Książka

Szukałem tej książki od kilku tygodni, kilka dni temu udało mi się namierzyć, decyzja szybka, przelew i po 2 dniach odbierałem paczkę z automatu. Widziałem recenzje i skróty, wszystkie pozytywne, wszystkie piszące o wielkiej sile motywującej do działania. Tak opisywane tę książkę. Zanim dowiozłem paczkę do domu już ją rozpakowałem, już przekartkowałem, już obejrzałem zamieszczone zdjęcia. Tak, ta książka ma obrazki ;), ale większość to soczysta treść.

Richard Branson zbudował swoją potęgę od zera. Pomimo wielu problemów ze sobą, a może dzięki nim?. Dyslektyk, problemy z wyrażaniem, z matematyką. Może dzięki temu potrafił mobilizować się walki i do znajdowania nieoczywistych rozwiązań. Nauczył się obchodzenia reguł i zasad panującego wokół ładu.

Docierając do około 1/4 objętości książki dochodzę do wniosku, że ilość porażek, nieudanych projektów, rozwiązanych (jakimś cudem) problemów bieżących jest tak ogromna, że można nimi obdarzyć kilka osób. „Autobiografia” otwiera oczy na konieczność dostania łeb nie raz i nie dwa razy, ale setki razy. Porażka.

Porażka to element planu. Zawsze może się przytrafić. Sztuką jest nie tyle planować bez szans na wtopę, ale sztuką jest umiejętność wyobrażania sobie wtopy i oszacowania jej skutków (ewentualnych). Umiejętność zaplanowania wyjścia bezpieczeństwa po to, aby się podnieść i kroczyć dalej.

Teraz zaczynam rozumieć jeszcze bardziej, jak wiele nauki płynie z każdego potknięcia. Jak spoglądam wstecz na własne poczynania to widzę całą stertę zaśmierdłych jaj ze zgniłymi pomysłami. I cieszę się, bo to już za mną :).

Porażka to droga do zwycięstwa

Jeden z moich projektów to blog. Trochę life trochę think, trochę nie wiadomo o czym. Odkąd polubiłem pisanie mam frajdę przy przygotowywaniu każdego z wpisów. Istnieje prawie 3 lata. Ruch bliski zeru. Porażka jak nic. Od kilku miesięcy zacząłem dość regularnie publikować na nim treści. Codziennie to trochę ponad moje siły, ale 3 wpisy w tygodniu to norma. Ruch póki co mizerny. Porażka, ale piszę dalej. Analizuję ruch, szukam możliwości komentowania z linkiem i nie tylko. Walczę próbując wyciągać wnioski z aktualnej sytuacji. Cały czas wierzę, że blog zacznie żyć swoim prawdziwym życiem. Rozkręci się, zgromadzi czytelników. Z każdym wpisem łatwiej mi się pisze. Z każdą minutą spędzoną nad optymalizacją, modyfikację, promowaniem zwiększa się moje doświadczenie. Kolejne działania mogę podejmować bardziej świadomie. Jest rozwój. Zawsze chciałem, aby blog lifestyle (thinkstyle) był jedną z moich platform i także zarabiających pieniądze. I oczywiście będzie ;).

Oceniając historię wspomnianego bloga (nie, nie zamierzam podawać adresu) w świetle czytanej książki widzę sens działań, nawet takich których efekty zdają się być mizerne. Do prawdziwego tak zwanego sukcesu nie ma łatwej drogi. Rzeczy, idee, projekty wartościowe muszą kosztować. Porażki to koszt konieczny do poniesienia.

Jak oberwiesz, przewrócisz się to nie panikuj, wstań, otrzep się i dalej do przodu. Bo warto.

A ten mój blog nad którym się męczę? Niedługo ruszy z kopyta – wiem to – i zarobi dużo pieniędzy.